sobota

Wesolych Swiat!


Wszystkim bylym wlascicielom drzewka swiatecznego, tym  szczesliwcom (nielicznym, do ktorych niestety sie nie zaliczam), ktorym Koty pozwolily cieszyc sie w spokoju ozdobami i lampkami na choince oraz niezakoconym zycze wesolych swiat!

poniedziałek

Last Christmas...







zeszle swieta to byly ostatnie swieta z Maya...
w tym roku jest Zei, ktorego milosc do choinki jest moze nawet wieksza niz milosc Majki... ale to nie to samo.
minal prawie rok odkad odeszla, a mi nadal brakuje jej zapedow fryzjerskich, ukladania sie rano na mojej glowie i ugniatania wlosow... to pewnie nie jest do konca normalne, ale kurcze tesknie za nia...
tak mi sie na wspomnienia wzielo. dziwne te swieta w tym roku...

czwartek

As you like it!


czyli kazdy Kot bawi sie jak umie (jakkolwiek dziwnie to moze wygladac, szczegolnie  przypadku Jackiego):


Ps. Zei powoli dochodzi do siebie po kastrascji. Dwa dni glownie spal i dowiedzielismy sie, ze Zei jest hipochondrykiem. W przeciwienstwie do starszego brata, ktory w kilka godzin po po zabiegu szalal jak zwykle (szaleje zreszta zawsze, pomimo przeroznych problemow zdrowotnych) Zei lezy, patrzy smutno, daje sie glaskac (nam) i wylizywac (bratu), je wylacznie puszki (operacja ma wplyw na zeby,
bo Kotu wyraznie nie wychodzi
gryzienie chrupek), snuje sie ciagnac
ogonem po ziemi, czyli jest chory.
No chyba, ze trafi sie jakas mucha...:)





środa

Pippin&Merry

chociaz Jackie z wygladu przypomina bardziej Gandalfa, ale para niepoprawnych hobbitow lepiej oddaje charakter kociejstwa.

sobota

Koty w sztuce

przeglad zdjec z roznych stron Wloch. Sesja moich prywatnych diablow w obrobce :)

                                                             Ceramiczne koty sycylijskie.

                                                              Kot nadmorski z Lecce.

Kot sienski z opuchnieta warga. Identycznie wyglada Jackie ze swoim co(dwu)miesiecznym ziarniakiem na pyszczku.

                                              Gorsza strona kota rzymskiego :)

środa

i tigrotti

czyli tygryski. Nie bylo nas dlugo, wszystko moja wina: nie mialam czasu ani na zdjecia ani na pisanie (przez co stracilam bez powrotu kilka miesiecy z zycia Zei, ktorych to nie uwiecznilam aparatem..). W miedzyczasie wyleczylismy sie z grzybicy (najpierw Zei pozniej Jackie), zapalenia gardla (Jackie), ze swierzbowcow usznych (najpierw Zei, pozniej Jackie), z ziarniaka (Jackie, to znaczy nie wyleczylismy sie bo cholerstwo ciagle wraca, na razie, odpukac, jest spokoj, moze nawet uda sie nam zaszczepic) oraz z zakazonej rany na uchu (Jackie). Taki moj los widac, ze kazdy moj kot musi koniecznie miec problemy zdrowotne :D Teraz czeka nas szczepienie i wymiana ostatnich zabkow u Zei (miejmy nadzieje, ze wszystko pojdzie gladko i ze nie maly nie wezmie za przyklad starszego brata, ktory ma wszystkie zeby krzywe, nie wiedziec czemu...). A tymczasem tygrysiatka sa na wakacjach:

wtorek

spiochy

  Po kilku dniach niepewnosci chlopaki si zaprzyjaznili. Nawet bardzo. A my odetchnelismy z ulga, bo Majka z Jackiem nigdy sie nie polubili na tyle, by sie ze soba bawic. Chlopaki natomiast szaleja. Gonia sie po balkonie, graja w chowanego i pilke, podgryzaja sie (jak na razie Zei wyraznie przegrywa w zagryzaniu; podejrzewamy, ze za kilka miesiecy zemsci sie srodze za wszystkie porazki :)). A pozniej wygladaja przez kilka godzin tak zdechle jak tu na zdjeciach :)

piątek

Zei

Zei dotarla do nas wczoraj. Jedna z 14. Albo jeden, trudno wyczuc; jak na razie stawiamy, ze Zei jest dziewczynka, szczegolnie, ze jej  zachowanie jest wyjatkowo dziewczynskie: ciagle pieszczoty, mruczenie i rozrabianie ile wlezie. 
Zei ma 6 tygodni. Wczoraj podbila moje serce; pojechalam zabrac malego czarnulka, ktorego wybralismy 3 tygodnie temu. Wzielam na rece tego rudzielca i juz go nie puscilam :)
Zei to nazwa klubu w Lecce; Zei, o ile dobrze pamietam, to nazwisko kolumbijskiego partyzanta (bodajze, nie dam sie za to pokroic); moja przyjaciolka, jedna z zalozycielek i prowadzacych klub Zei dala mi namiar na maluchy (zreszta to ona przyniosla mi do domu malego Jackiego z rodzenstwem :)). i dlatego Zei nazywa sie tak, jak sie nazywa. 
Panie i Panowie: Zei! :D

środa

Szalony Jack

Przez glowe kazdego wlasciciela Kota wczesniej czy pozniej przemyka mysl o dokoceniu. Nam tez przemykala, po czym znikala bez wiekszych szkod. Az do dnia, w ktorym moja komorka glosem jednej z przyjaciolek zakrzyknela: Marta!!! wioze ci trzy koty!!!!
Koty to bylo slowo na wyrost; 3 zycia w kartonie po butach  przypominaly sredniej wielkosci myszy, i to malo zywotne.  Dwie myszy byly szare, jedna ciemnoszara, ledwo sie ruszaly, mialy zamkniete oczy, nie slyszaly, pily kocie mleko z butelki i trzeba im bylo wycierac tyleczki po zrobieniu kupek. To bylo piekne doswiadczenie, widziec jak myszy rosna, zaczynaja lazic, mialczec, rozpoznawac nas i otwierac oczka.
Do samego konca nie wiedzielismy kogo wybrac. Przez 3 tygodnie bylam pelnoetatowa kocia mama. Wybral los, Jackie pierwszy otworzyl oczka :) i zostal z nami a jako, ze z jednym otwartym okiem wygladal jak pirat i mial podly charakter nazwalismy go Jack Sparrow.  Tak naprawde charakter nie jest podly, tylko podjerzany, Kot ma zawsze COS do roboty, nie usiedzi 2 minut w bezruchu, jest zawsze CZYMS zajety, rusza sie nawet kiedy spi. No i jest slodki...jak Jack Sparrow :)

poniedziałek

...

miesiac temu mialam ochote zamknac kociego bloga. skasowac, wyrzucic, podrzec...miesiac temu odeszla maja...niespodziewanie, zbyt szybko. nie przyslala wymowienia, nie powiedziala "do zobaczenia". zwyczajnie jednego dnia byla, mruczala, ugniatala lapkami moje wlosy, a drugiego dnia byla milczacym strzepkiem kota na stole weterynaryjnym. miala wrodzona chrobe nerek, nieuleczalna, bezobjawowa az do ostatniego momentu, typowa dla persow. miala nieszczescie miec dobrze urodzonych przodkow...strasznie mi jej brakuje, strasznie...
minal miesiac...i przyszedl czas na dokocenie...jackie zostal sam i troche sie nudzi...mysle, ze lepiej wczesniej niz pozniej, ze juz moge...tak mysle...chociaz dalej mam lzy w oczach...

Ksiezniczka Maya

Maya przede wszystkim ma rozowy nochal. I rozowe poduszeczki pod bialymi lapkami. I, jesli chce, to znaczy jesli sie jej to oplaca, uwodzicielskie spojrzenie. Ma to wszystko i nie waha sie tych atutow uzyc. Uzywa ich na nas z powodzeniem od czterech lat z hakiem.
Rok 2005; ogloszenie: oddam kocieta w dobre rece. Rece mamy dobre wiec jedziemy gdzie trzeba, otwiera Starsza Pani i Pan Kot. Starsza Pani mowi: tak, mam kocieta, sztuk 2, znalezione na podliskiej budowie, na oko ok miesieczne, moze troche mlodsze. Pan Kot kreci sie niecierpliwie pod zamknietymi drzwiami do pokoju. Myslimy: ok, zobaczymy oba i sie wybierze. Wchodzimy. W pokoju tekturowe pudelko. Chwila napiecia. Z pudelka wyskakuje (na miare malych lapek, oczywiscie) Kot. Biore Kota z ziemi na rece. Kot ma rozowy nosek i patrzy sie na mnie oczkami, wydale z siebie podejrzane mmmmiiiiiii i zaciaga mi sweter pazurkami. On mowi: to ona! Ja: ale patrz, pokazal sie tez ten drugi. On (nawet nie spojrzal na drugiego kocieja, ktory w miedzyczasie gramoli sie z pudelka): nie, nie. To musi byc ona! w miedzyczasie Kot gapi sie na mnie niebieskimi oczami. Poddaje sie. Pakujemy Kota do pudelka, razem z gratisowymi puszkami royal canin dla kociat, i wyruszamy do domu. W drodze bezimienny Kot wylazi z pudelka i z niewinnym wyrazem twarzy i wielokrotnym mmmmmiiiiii kaze sie glaskac.
i wlasciwie tak juz zostaje: Kota trzeba glaskac. i dawac mu royal canin. albo kurczaczka. albo ser parmezan, inaczej jest zly i warczy. i jeszcze trzeba go glaskac :)
ps. Maya zostala Maya wlasciwie bez powodu. Kot nie ma nic wspolnego z legendarnym plemieniem Majow, i wlasciwie nie wiadomo czemu Jemu maly, mialczacy Kot skojarzyl sie wlasnie z tym plemieniem. w kazdym razie tak sie wlasnie stalo i w ten sposob Kot przestal byc bezimmiennym :D

wtorek

marmotte in seppia



czyli susly w sepi. czyli moje Kocieje. dlaczego susly (marmotte)? otoz w tym regionie male dzieci nazywa sie marmocchi; wg slownika etymologicznego oba te wyrazy pochodza od starofrancuskiego marm, co oznacza maly. wg tegoz samego slownika marmocchio i marmotta
mozna uzywac wymiennie. zupelnie nic o tym nie wiedzac, ja i On nazywamy nasze maluchy, czyli Kocieje wlasnie, marmotte :)